PRZEGLĄD SPORTOWY: Przyzna pan, ze w środę nie oglądaliśmy wielkiego widowiska ?
JERZY DUDEK: Tak, to byt pokaz futbolu taktycznego. Chelsea gra tak jak my, uważnie z tyłu, nie traci wielu bramek i nastawia się na kontratak. W poprzednich meczach w lidze zarówno my, jak i Chelsea stworzyliśmy więcej sytuacji podbramkowych. W środę trzeba jednak było grać ostrożniej, bo stawka była o wiele większa.
PS: Bezbramkowy remis na wyjeździe z drużyną, z którą przegraliście w tym sezonie trzykrotnie, to chyba dobry rezultat przed rewanżem u siebie?
JERZY DUDEK: Cieszę się, że udało nam się spełnić przedmeczowe założenia, czyli grać maksymalnie skoncentrowanymi przez całe spotkanie. Być może zagraliśmy zbyt defensywnie, ale taka była taktyka. Mieliśmy nastawić się na kontrataki. Niestety, nic nam z nich w środę nie wychodziło.
PS: Trener Chelsea Jose Mourinho twierdził, ze 99 procent kibiców Liverpoolu, a także wy piłkarze, jest przekonanych o awansie.
JERZY DUDEK: Nieprawda, my wcale tak nie myślimy. Zdaje się, że to kolejna psychologiczna zagrywka Portugalczyka.
W naszej szatni nikt się nie cieszył po spotkaniu, bo robota nie została jeszcze skończona. Jesteśmy w uprzywilejowanej sytuacji, bo rewanż gramy na własnym stadionie, a to jest magiczne miejsce i jestem przekonany, że kibice stworzą taką atmosferę. Musimy wyjść na to spotkanie z taką samą determinacją i koncentracją jak w środę.
PS: Stadion będzie waszym atutem, ale za żółtą kartkę w rewanżu nie będzie mógł zagrać Xabi Alonso.
JERZY DUDEK: To będzie bardzo wielkie osłabienie. Xabi jest tym piłkarzem, który kreuje grę, rozdziela piłki. Zabezpiecza też tyły, co daje Gerardowi swobodę w ofensywie.
PS: Bramkarze mówią o takich meczach jak środowy, że to niewdzięczne spotkania - przez większość czasu nic się nie dzieje i dlatego łatwo o pomyłkę, gdyż nie jesteście dobrze rozgrzani. Nie był pan spięty?
JERZY DUDEK: Na szczęście na początku miałem dwie udane interwencje. Najpierw był strzał w środek bramki, a później musiałem wyjść do dośrodkowania. Te akcje wystarczyły, żeby do dać pewności siebie, trochę mnie uspokoiły i rozgrzały.
PS: Ale raz potknął się pan i piłka omal nie wtoczyła się do bramki. Chwila dekoncentracji?
JERZY DUDEK: Nie, to wina boiska. Murawa była bardzo miękka i grząska. Każdy z naszych zawodników leżał z tego powodu na ziemi.
PS: Jak pana boląca noga?
JERZY DUDEK: Lepiej. Po meczu przyłożyłem sobie lód. Zobaczymy jak będzie w następnych dniach.
PS: Ciągle bierze pan zastrzyki?
JERZY DUDEK: Nie, teraz biorę tylko leki przeciwbólowe o tym samym działaniu.
PS: Jak będziecie przygotowywać się do menu rewanżowego?
JERZY DUDEK: Wczoraj trenowaliśmy u siebie na obiektach, dziś również, jutro mamy mecz z Middlesbrough, a od niedzieli będziemy pracować nad taktyką do meczu z Chelsea.
PS: Nie macie chwili wytchnienia. Środowy mecz kosztował was sporo zdrowia. Nie obawia się pan, że to zabójcze tempo może zebrać tragiczne żniwo?
JERZY DUDEK: Myślę, że trener zdaje sobie z tego sprawę i z pewnością w sobotę da odpocząć kilku chłopakom, nie wiem jeszcze którym. Dla mnie był to już szósty mecz z rzędu, który grałem w trzydniowych odstępach czasowych. Ale wszyscy dajemy z siebie wszystko, bo do końca zostało nam już tylko kilka spotkań. Każdy z nas chce wysupłać z siebie tyle energii, żeby zagrać w finale w Stambule.